Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na umieszczenie tych plików na twoim urządzeniu
Prezentujemy tarnowskich  menedżerów gospodarczych: Bartłomiej Babuśka
25.02.2026

Prezentujemy tarnowskich menedżerów gospodarczych: Bartłomiej Babuśka

Tarnowianin, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, kierował kilkoma przedsiębiorstwami i instytucjami, początkowo działającymi w Tarnowie, a następnie w Małopolsce i w wymiarze ogólnopolskim. Od 2025 roku pełni funkcję Konsula Honorowego Ukrainy, był m.in. Prezesem Funduszu Górnośląskiego w Katowicach. Od czerwca 2024 roku zasiadał w Radzie Nadzorczej Agencji Rozwoju Przemysłu w Warszawie. Od 26 sierpnia 2025 roku pełni funkcję Prezesa Zarządu w Agencji Rozwoju Przemysłu.

 

Od ratowania spółek do globalnej ekspansji. Nowy plan ma przestawić polski przemysł

– Majątek ARP na skutek historycznych perturbacji, fluktuacji i przemian składa się z wielu spółek o ciężkiej kondycji i moją ambicją jest uratowanie jak największej ilości z tych spółek, a remedium na to jest wplecenie ich w łańcuch dostaw, między innymi właśnie produktów dual use – mówi w rozmowie ze Strefą Biznesu Bartłomiej Babuśka, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. I tu jako przykład podaje RFK (dawne Rafako) oraz Inofamę.

 

Spółki o ciężkiej kondycji trzeba wpleść w łańcuch dostaw, powinny postawić na dual use

Jakie projekty związane z dual use realizuje obecnie ARP, a jakie są w planach?

Bartłomiej Babuśka: Nie o wszystkim mogę mówić, ponieważ to stricte obronne projekty objęte klauzulą poufności. Mogę powiedzieć, że w dawnym Rafako, czyli obecnym RFK, będzie produkowany Jelcz i w tej chwili pierwsze zamówienia wpływają. 60 osób już pracuje. Polskie samochody Jelcz są modelowym przykładem dual use. Chcemy też zacząć produkować bezzałogowe pojazdy, które będą mogły poruszać się po linii frontu. W tej chwili rozmawiamy o licencji, franczyzie i produkcji.

Majątek ARP na skutek historycznych perturbacji, fluktuacji i przemian składa się z wielu spółek o ciężkiej kondycji i moją ambicją jest uratowanie jak największej ilości z tych spółek, a remedium na to jest wplecenie ich w łańcuch dostaw, między innymi właśnie produktów dual use. I tu najlepszym przykładem jest Inofama. Chcemy, żeby to tu rozpoczęta została produkcja bezzałogowych pojazdów.

Muszę też wspomnieć o terminalu Sławków, który będzie rozbudowany, a który jest jedną z pereł w koronie naszej ARP-owskiej rodziny. To firma, która, jak wiemy, jest suchym portem, do którego dociera tak zwany szeroki tor.

Miejmy nadzieję, że niedługo będzie mniej potrzebny, ponieważ jednym z elementów naszych projektów jest zbudowanie w ramach odbudowy Ukrainy europejskiego wąskiego toru do Odessy z Polski.

 

Kto mógłby udzielić licencji do produkcji wspomnianych przez pana bezzałogowych pojazdów?

Mamy podpisany w tej kwestii list intencyjny z ukraińskim funduszem inwestycyjnym Gloster. To firma, która sprzedaje siłom zbrojnym Ukrainy - w setkach sztuk - pojazdy, które są wykorzystywane obecnie na froncie i sprawdzają się na nim doskonale.

 

Czy projekty, o których pan wspomina, znajdują się na liście projektów finansowanych przez SAFE?

Nie odpowiem na to pytanie. To elementy dotyczące zakresu, który na początku zastrzegłem jako poufny.

Polska powinna mieć port nad Morzem Czarnym

Jednym z celów ARP jest internacjonalizacja polskich firm.

Prowadzimy w sposób bezprecedensowy, nieznany dotąd w historii ARP, politykę internacjonalizacji, czyli międzynarodowej ekspansji, która ma powodować, żeby polskie firmy, mające nierzadko unikalne technologie, które dumnie mogą być prezentowane na świecie, docierały w każdy zakątek świata. To temu zresztą służy nasze wizjonerskie podejście do odbudowy Ukrainy, bo gdy napomknąłem o drodze do Lwowa, to napomknąłem tylko o części planu, który inspiruje Agencja Rozwoju Przemysłu. Planu, żebyśmy odbudowywali Ukrainę przy pomocy polskich firm, dając im zarobić, ale jednocześnie tworząc infrastrukturę, która będzie wspierać polski eksport.

Za zeszły rok polski eksport do Ukrainy był warty ponad 14 miliardów euro. A mówimy o kraju objętym wojną. Więc naszą racją stanu jest to, żebyśmy rozbudowywali infrastrukturę transportowo-logistyczną, bo ten eksport będzie rósł - po zakończeniu wojny będzie się jeszcze zwiększał.

Ukraina będzie dla Polski bramą na cały Bliski Wschód. Dlatego nie boję się mówić o tym, że port nad Morzem Czarnym powinien być integralnym elementem zbudowanej przez nas infrastruktury.

Ja się nie dziwię, że to się nie podoba. Polska gospodarka może mieć spektakularne korzyści związane z odbudową Ukrainy. Będziemy o nich bardzo głośno mówić podczas URC, które jest dyplomatycznym sukcesem Polski. W czerwcu - jako kolejny kraj - będziemy gościć najważniejsze wydarzenie związane z przyszłością i odbudową Ukrainy.

Mam nadzieję, że w Gdańsku, w drugiej połowie czerwca, będziemy mogli pochwalić się tym, nad czym ARP teraz pracuje, czyli umową międzyrządową, która spowoduje, że na polskich warunkach, polskie firmy będą startowały w przetargach na odbudowę Ukrainy. Będziemy mogli pokazać pierwsze projekty. To wszystko pokrótce pokazuje sytuację, w jakiej się znajduje ARP i pokazuje, jak bardzo niekorzystne dla sił przeciwnych Polsce jest to, co się dzieje i będzie bez wątpienia działo się w ARP pod przywództwem obecnego zarządu.

 

„Na polskich warunkach, polskie firmy będą startowały w przetargach na odbudowę Ukrainy”. Mamy tak dużą siłę przebicia? A może postępowania będą wygrywały np. niemieckie czy chińskie firmy? Z czego bierze się przekonanie, że Polska odegra kluczową rolę?

Taka jest właśnie główna, przewodnia myśl umowy międzyrządowej. Wygra ten z lepszą ofertą i ciekawszymi rozwiązaniami. A takich nam nie brakuje. Wierzę, że można osiągnąć zakładany efekt, tylko trzeba na niego ciężko zapracować. Dzisiaj wykonujemy bardzo wiele działań mających zapewnić dobre produkty i zdolność do świadczenia usług na najwyższym dostępnym poziomie. Rząd pana premiera Tuska pracuje nad zapewnieniem sprzyjających warunków politycznych i mają w tym obszarze duże sukcesy. Bardzo wiele zależy od nas. Jeśli wykonamy swoje zadania, będą efekty.

 

Jak rozumiem, internacjonalizacja będzie odbywała się nie tylko w kierunku wschodnim?

Po dwóch pierwszych tygodniach mojego urzędowania i miesiąc po powołaniu Departamentu Międzynarodowego gościłem ministra inwestycji Arabii Saudyjskiej, który na koniec dnia określił spotkanie z ARP najcenniejszym spotkaniem tego dnia, a na drugi dzień jego przedstawiciele już wizytowali nasze strefy ekonomiczne, które, jak się okazuje, są w tej chwili benchmarkiem dla świata. To my pokazujemy, jak należy prowadzić strefy ekonomiczne.

To, co było kiedyś eksperymentem i remedium na bezrobocie z początku lat 90- tych okazało się tak udanym projektem, że w tej chwili cały świat pokazuje to jako wzór do naśladowania. Ministrem inwestycji Arabii Saudyjskiej jest były prezes Saudi Aramco, który zajmował to stanowisko przez 15 lat, a jest to największa i najcenniejsza firma na świecie. Jego opinia o tej wizycie i o spotkaniu z nami wpłynęła na kolejne wydarzenia. Tydzień temu przedstawiciele kilku firm z grupy kapitałowej ARP, w towarzystwie pana ministra Domańskiego, gościli w Arabii Saudyjskiej, prezentując swoje produkty i usługi na ten rynek.

Zatem to pokazuje, że nie działamy punktowo, nie działamy fasadowo, nie robimy wydarzeń na Tik Toka czy Facebooka, tylko robimy je po to, żeby wzrastał eksport naszej Grupy oraz całego polskiego przemysłu. Chciałbym, żeby po tym pilotażowym okresie, który dla mnie oznacza około rok, na bazie wypracowanych rozwiązań, żebyśmy pracowali dla polskich firm, przede wszystkim, promując je na świecie. Jesteśmy w tej chwili dwudziestą gospodarczą potęgą świata, ale nie dzięki politykom. Jesteśmy nią dzięki tysiącom małych i średnich firm, które przez trzydzieści lat doprowadziły Polskę gospodarczo do miejsca, gdzie jesteśmy. Wspieranie tych firm jest misją i zaszczytem dla ARP.

 

Pilotażowy okres, o którym pan mówi, dotyczy programu Dig.IT, w ramach którego firmy mogą ubiegać się o środki na cyfryzację?

Przeznaczamy na to 140 milionów złotych do 2029 roku.

 

 

"Próbuje się dokleić moje nazwisko do rzekomych nieprawidłowości w spółkach kompletnie niezwiązanych ani z Agencją Rozwoju Przemysłu, ani nawet z resortem aktywów państwowych"

Z jednej strony planowana przez pana ekspansja zagraniczna, natomiast w kraju zamieszanie medialne. Chodzi mi o zarzut, że TFI ARP zawarła umowę ze spółką, w której obecny jest Daniel Ozon, były szef JSW.

Zarzuty te wpisują się w to, czym przywitało mnie ARP, a raczej szeroko pojęte otoczenie spółki. Po tygodniu od objęcia stanowiska prezesa dowiedziałem się z prasy, że mam coś wspólnego z przestępczą aferą, która miała miejsce rok przed moim powołaniem na prezesa. Byłem absurdalnie atakowany od samego początku i zadawałem sobie pytanie, z czego się to bierze.

 

Do jakich wniosków pan doszedł?

ARP od wielu miesięcy podlega przemianom, a wszystkie te elementy dotyczą działań, które podejmujemy, które są krytycznie ważne dla bezpieczeństwa naszego kraju. Zabraliśmy się do pracy w sposób niepozorowany i zaczynamy brać udział w strategicznie najistotniejszych obszarach inwestycyjnych Polski.

Próbuje się dokleić moje nazwisko do rzekomych nieprawidłowości w spółkach kompletnie niezwiązanych ani z Agencją Rozwoju Przemysłu, ani nawet z resortem aktywów państwowych. Spółkach, z którymi nie mam nic wspólnego. W publikacjach prasowych ujawniane jest moje nazwisko, a nazwisko prezesa danej spółki jest marginalizowane. Żadne pieniądze z ARP TFI nie zostały, póki co, wypłacone.

Natomiast artykuł, który ukazał się na ten temat, sugeruje wielkie nieprawidłowości przy udzieleniu ponad 50 mln zł jakiejś spółce, która tych pieniędzy jeszcze nie dostała. Podpisano ramową umowę inwestycyjną warunkowo umożliwiającą wypłatę odpowiedniej części z tych środków dla sfinansowania pojedynczych dziewięciu projektów inwestycyjnych w miarę ich pojawiania się, oczywiście po spełnieniu szeregu różnych warunków. Cały proces został poprzedzony dokładną analizą, badaniami w profesjonalnych zespołach, z zastosowaniem należytej staranności i transparentności.

Obowiązujące obecnie procedury inwestycyjne są owocem wielomiesięcznych eksperckich prac, przy zachowaniu najwyższych standardów biznesowych i prawnych, które właśnie powinny w sposób transparentny, przejrzysty regulować sposób udzielania tego typu możliwości inwestycyjnych ze strony ARP.

To nie prezes ARP decyduje kto ma dostać pieniądze. Może kiedyś w Polsce były takie sytuacje, kiedy prezes wchodził i mówił: temu damy, a temu nie damy, bo go lubimy albo nie lubimy, bo jest z takiej opcji albo z innej. To musi się jednoznacznie skończyć.

ARP poszło w kierunku skrajnej profesjonalizacji. Zatrudniamy dyrektorów, którzy nie mają barw partyjnych, którzy nie mają legitymacji partyjnych, są specjalistami z rynku i w oparciu o takich ekspertów, o takie ciała, podejmujemy decyzje inwestycyjne.

 

Dlaczego ktoś miałby pana oczerniać? Skąd biorą się wspomniane przez pana ataki?

Mamy w tej chwili do czynienia z bardzo istotnym udziałem Agencji Rozwoju Przemysłu w odbudowie Ukrainy. Pokazaliśmy już niecały rok temu, na konferencji w Rzymie, że umiemy narzucić narrację w tym zakresie. To dzięki działaniom ARP Polska zaczęła być wymagającym partnerem Ukrainy. W tej chwili jesteśmy jednym z wiodących elementów w procesie negocjacji umowy międzyrządowej z Ukrainą.

Jesteśmy bardzo blisko osiągnięcia porozumienia związanego z udziałem polskich firm w pierwszym pilotażowym projekcie, którym jest budowa drogi M10 od polskiej granicy do Lwowa. Ta droga, obok zysków przy jej budowie, zapewni szlak transportowy dla polskich towarów w przyszłości.

Te rzeczy się materializują na naszych oczach. Równocześnie Agencja Rozwoju Przemysłu implementuje technologie wypróbowane na froncie w naszych podległych strefach i w naszych spółkach. W sposób istotny angażujemy się również - we współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową - w odbudowę polskiego potencjału obronnego.

Mamy w zasadzie decydujący moment w przejęciu kontroli nad polską siecią światłowodową - nie muszę mówić, jak bardzo ważną i krytyczną dla naszego bezpieczeństwa. I jednocześnie dokładnie teraz mamy do czynienia ze zmasowanym atakiem, grającym na destabilizację sytuacji i zablokowanie działań, sparaliżowanie tych kluczowych dla przyszłości Polski ruchów i inwestycji.

 

Czyli według pana to Rosjanie maczają w tym palce?

Czy jest to pisane cyrylicą? Pozostawiam ocenę czytelnikom. Mogę jedynie powiedzieć, jako człowiek, który na Wschodzie spędził 20 lat życia, równolegle żyjąc w Ukrainie i w Polsce, który zna rzeczywistość postsowiecką, że sprawcza i skuteczna polityka Agencji Rozwoju Przemysłu wywołuje emocje w tamtych rejonach. I nie są to emocje pozytywne wobec naszych działań.

 

ARP jest przedmiotem cyberataków?

Codziennie monitorujemy incydenty z zakresu cyberbezpieczeństwa, odnotowujemy ich zwiększającą się liczbę, są mniej lub bardziej dotkliwe. ARP dostosowuje się do wytycznych płynących z regulacji NIS 2 i jest objęta usługą SOC, która w sposób scentralizowany zarządza cyberbezpieczeństwem w organizacji.

 

Co dalej? Jak rozumiem, nie zamierza pan zejść z obranej drogi?

Zamierzamy nie tylko utrzymać, ale i rozwinąć transparentny, skuteczny kurs ARP. To, co zrobiliśmy, to początek naszych planów. One są znacznie szersze. W ramach bezpieczeństwa strategicznego Polski chcemy w najbliższym czasie inwestować w spółki o profilu produkcyjnym. Można ją określić jako dual use.

Chcemy w Polsce stworzyć centrum szczepionkowe, które będzie strategicznym aktywem państwa polskiego. Chcemy internacjonalizować nasze działania.

 

Czy Saule Technologies jest w pana ocenie do uratowania? Niekoniecznie przez ARP. A może ARP właśnie będzie zainteresowana?

Nie mam wiedzy na temat szczegółów, ale z tego co wiem, trwa spór między dotychczasowymi inwestorami, a autorką rozwiązania technologicznego. Dopóki strony nie ułożą relacji biznesowych, to nie jest dobry moment na pojawienie się w projekcie ARP.

 

Grupa Przemysłowa Baltic ma szansę na zbilansowanie

Jak bardzo ARP angażuje się w działalność stref ekonomicznych?

Decyzje o wsparciu w strefach ekonomicznych to wielki evergreen Agencji Rozwoju Przemysłu, ponieważ w zeszłym roku udzieliliśmy tych decyzji na kwotę - tylko w strefie mieleckiej – blisko 1,3 miliarda złotych deklarowanych nakładów inwestycyjnych, w tarnobrzeskiej też miliard złotych.

Między innymi beneficjentami tych decyzji są takie firmy jak Mesko czy Dezamet. Ale to tylko mała część i firmy z sektora publicznego.

Większość, znakomita większość, to są firmy, które pokazują, że ten projekt, który powstał 30 lat temu, cały czas jest żywy: miliardy złotych decyzji o wsparciu nadal są przeznaczane na rozwój naszego kraju. Dodatkowo ARP to wielka instytucja pożyczkowa, która akceptuje nierzadko wyższe ryzyko niż te, które akceptują banki.

Jesteśmy od tego, żeby podawać rękę przedsiębiorcy w momencie, kiedy sytuacja jest mniej stabilna, a on ma do zrobienia ważny dla gospodarki kraju projekt. To oczywiście jest obwarowane całym szeregiem procedur, ale mamy program, który pomaga firmom z dużymi problemami, głównie płynnościowymi. Komponentów w zakresie pożyczek mamy kilkanaście i między innymi dotyczą one tak bardzo modnego w tej chwili tematu, jakim jest budowa elektrowni atomowej.

 

 

Jak więc wygląda zainteresowanie np. programem Atom bez barier? Dużo firm się zgłosiło?

Zainteresowanie jest duże - firmy pytają o warunki przyznania pożyczki certyfikacyjnej, rodzaj certyfikatów i warunki przeznaczenia tych środków. Ale w tym kontekście – transformacji energetycznej - muszę też powiedzieć o rzeczy, która będzie epokowym wydarzeniem w ARP.

Robimy wszystko, żeby na przełomie 2026/2027 roku pierwszy raz od transformacji ustrojowej zbilansować Grupę Przemysłową Baltic, czyli aktywa m.in. po Stoczni Gdańskiej. To tam powstają teraz nowoczesne elementy zarówno dla offshore, jak i onshore.

Mamy też świetnie prosperującą spółkę Baltic Towers, która aktywnie bierze udział w transformacji energetycznej, produkując w nowej, spektakularnej fabryce wieże wiatrakowe dla morskiej energetyki wiatrowej. Mamy kilkaset kontraktów podpisanych, nie w fazie negocjacji, tylko fizycznie podpisanych, dla GPB, co pozwala mi odważnie powiedzieć, że na przełomie tego i następnego roku będziemy mówili o wydarzeniu symbolicznym, czyli zbilansowaniu tej ważnej spółki.

 

Chętnie dzielicie się pieniędzmi. A jak w tym momencie wygląda budżet ARP?

W tej chwili trwają prace na temat ustawy o ARP, bo niestety przez wiele ostatnich lat podejście do finansowania ARP było, delikatnie mówiąc, chaotyczne.

W zależności od potrzeb, od nastroju, klimatu politycznego, albo wręcz pozycji danego prezesa, czy członka zarządu albo nastroju ministra, pieniądze do ARP wpływały w takiej lub większej ilości.

To musi się skończyć. Pan minister Wojciech Balczun jasno powiedział, że porządkuje wszystkie obszary Ministerstwa Aktywów Państwowych, w tym też ten. Administrować spółkami może MAP. ARP powstała po to, żeby nimi zarządzać i je restrukturyzować. Czasami oznacza to dezinwestycje, czasami znalezienie partnera strategicznego, a jeszcze innym razem uzdrowienie i regularną sanację.

Ustawa wyreguluje i jasno powie, w jaki sposób finansowana będzie w przyszłych latach ARP. Agencja jest oczywiście dochodową instytucją, np. zarabiamy na pożyczkach i w strefach. Natomiast te wielkie projekty, które mamy przed sobą, wymagają o wiele większych nakładów niż te, które jesteśmy w stanie co roku wypracować.

Przykładem zarządzania projektem za miliardy złotych są Zakłady Cegielskiego, gdzie dokonał się prawdopodobnie - sąd będzie to oceniał - korupcyjny skandal, skutkujący zatrzymaniami prezesa zarządu i powiązanych z nim osób. Ale nie zmienia to faktu, że realizujemy kontrakt dla PKP Inter City na pięć miliardów złotych. To jest największe zamówienie taborowe w historii Polski, dla spółki z naszej grupy H. Cegielski - FPS w Poznaniu. W ramach kontraktu chcemy w najbliższych latach przekazać zamówione wagony w najwyższej z możliwych jakości.

 

Inwestycje w biurowce będą zwracały się dziesięcioleciami

Agencja Rozwoju Przemysłu ma sporo pożarów do ugaszenia, ale nie tylko w spółkach. Co z biurowcami ARP w Chełmie i Zamościu? Władze Chełma biorą pod uwagę skierowanie sprawy na drogę sądową.

Budowanie biurowców o najwyższym standardzie nigdy nie jest zadaniem łatwym, nawet w największych metropoliach. Z miastem Chełm prowadzone są zaawansowane rozmowy w przedmiocie odsprzedania udziałów, a aktualnie procedowany jest wybór podmiotu do ich wyceny. Decyzja ta podyktowana jest faktem, że projekt biurowca nie realizuje w zakładanym stopniu celów społeczno-gospodarczych, w szczególności w zakresie akwizycji nowych podmiotów biznesowych i generowania miejsc pracy.

Obiekt nie osiąga zakładanej rentowności operacyjnej, co wiąże się z koniecznością stałego dokapitalizowywania spółki na pokrycie kosztów bieżących oraz nakładów inwestycyjnych dla nowych najemców. Przy czym powyższe wynika wprost z przeprowadzonej przez spółkę analizy biznesowej opłacalności inwestycji oraz z analizy prawnej i ekonomicznej.

W tej chwili musimy tym tematem zarządzić i na pewno znajdziemy rozwiązanie, ale otwarcie mówię, będzie się to wiązało ze stratami dla Agencji Rozwoju Przemysłu, ponieważ zwracać te inwestycje będą się dziesięcioleciami.

 

Te biurowce powstaną czy nie?

Analizując obecny portfel inwestycyjny należy wskazać, że obiekty w Elblągu, Stalowej Woli oraz we Włocławku zostały oddane do użytku i funkcjonują na rynku lokalnym. Sytuacja wygląda odmiennie w pozostałych lokalizacjach. Inwestycja w Zamościu została wstrzymana, a spółka koncentruje się obecnie na poszukiwaniu źródeł finansowania na jej dokończenie.

Natomiast w przypadku Chełma prowadzone są rozmowy z miastem dotyczące odsprzedaży udziałów - trwa wybór rzeczoznawcy. Decyzja ta wynika z faktu, że obiekt nie spełnia zakładanej roli społecznej (brak nowych podmiotów gospodarczych i miejsc pracy) oraz nie bilansuje się biznesowo, co generuje konieczność ciągłego pokrywania kosztów funkcjonowania i nakładów na wykończenie powierzchni. I jak wskazałem wcześniej, wynika to z przeprowadzonych analiz.

Trzeba tę sprawę rozwiązać w niepozorowanym dialogu z lokalnym samorządem. Prowadzone są obecnie rozmowy z miastem, których celem jest przełamanie dwuletniej stagnacji towarzyszącej tej inwestycji. Należy podkreślić, że nasze dotychczasowe doświadczenia z trzech zrealizowanych już projektów: Elbląg, Stalowa Wola, Włocławek jednoznacznie wskazują na brak rentowności tego modelu biznesowego oraz trudności w pełnej realizacji zakładanej misji społecznej.

W związku z powyższym, wobec braku perspektyw na osiągnięcie progu rentowności oraz zakładanych celów miastotwórczych, nie widzimy woli ani uzasadnienia dla kontynuowania projektu w obecnej formule. Rozwiązaniem docelowym, do którego dążymy, jest wyjście kapitałowe i odsprzedaż udziałów miastu lub inwestorowi przez miasto wskazanemu.

 

 

Źródło: Gazeta Krakowska, luty 2026r.

Źródło zdjęcia I

Źródło zdjęcia II

Źródło zdjęcia III: Freepik

Źródło zdjęcia IV: Freepik