- Polska właśnie w tych dniach trafiła do bardzo ekskluzywnego klubu państw bilionerów - pochwalił się ostatnio premier. - Jest 20 takich państw na świecie. Na 195 państw, 20 należy do tego klubu. I to nie jest nasze ostatnie słowo - zadeklarował. Słowa premiera oznaczają, że roczna wartość polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) właśnie sięgnęła około 1 bilion dolarów i tym samym polska gospodarka stała się 20. co do wielkości na świecie.
Jak duża jest nasza gospodarka?
Skąd takie wyliczenia akurat teraz? - Ostatnio GUS opublikował dane o PKB za II kwartał 2025 roku i na tej podstawie można wyliczyć skumulowaną wartość PKB na amerykańską walutę po średnim kursie z II kwartału daje około 1 bilion dolarów - wyjaśnia wiceszef Polskiego instytutu Ekonomicznego. - Kurs walutowy może się wahać, i wartość PKB może być nieco większa lub mniejsza niż 1 bilion dolarów, ale najważniejsze, że „przeskoczyliśmy” naszego głównego konkurenta, czyli Szwajcarię. Potwierdzają to prognozy MFW. Co prawda nasz PKB za cały 2025 rok, oszacowano na około 980 miliardów dolarów (ze względu na założony słabszy kurs złotego), ale prognoza dla Szwajcarii jest mniejsza, bo koło 948 miliardów dolarów. Rzeczywiście wiec pod tym względem mamy zajmować 20. miejsce na świecie. „Oficjalny” awans Polski do klubu bilionerów ziści się według MFW w 2026 roku, gdy polski PKB sięgnie 1,04 biliona dolarów. Jednocześnie warto zadać pytanie, czy Polska jest też w gronie 20 najbogatszych państw na świecie. To nie wystarczy sama wartość PKB, trzeba ją przeliczyć na liczbę mieszańców, przy uwzględnieniu poziomu cen, inflacji, kursów walutowych. W takim ujęciu już tak dobrze nie jest” zajmujemy w przybliżeniu 35. Pozycje na świecie, a wyprzedza nas wiele państw dużych (np. USA) i takich malutkich. - Nie zmienia to faktu, że przekroczyliśmy pewną symboliczną granice i naprawdę awansowaliśmy do grona największych gospodarek, co jest dużym sukcesem ostatnich trzech dekad. Na starcie byliśmy na 35. pozycji (pod względem PKB), udało się więc przegonić kilkanaście krajów, w tym takie jak: Grecja, Austria, Dania, Belgia, Norwegia, Szwecja, Finlandia, Bułgaria, Argentyna, Tajlandia, Hongkong, RPA, Tajwan, Egipt. Jak Polska tego dokonała? Jako kamienie milowe można wymienić oczywiście przemiany wolnorynkowe po 1989 roku, otwarcie się na inwestycje zagraniczne i wejście do Unii Europejskiej, co przy górce demograficznej pozwoliło na bardzo szybkie tempo wzrostu gospodarczego, wspomaganego przez duże rynek krajowy i rosnącym udziałem Polski w handlu międzynarodowym.

Co dalej?
Pytanie teraz brzmi: co dalej? Czy Polska może jeszcze awansować i pokonywać kolejnych rywali ? Największe gospodarki - USA i Chiny są poza zasięgiem. Zresztą reszta świata też, skoro wartość rocznego PKB w 2026 roku sięgnąć ma tam odpowiednio około 31 bilionów dolarów i 20 bilionów dolarów. Ale zdaniem ekspertów, możliwe jest dogonienie i przegonienie Arabii Saudyjskiej (1,12 biliona dolarów), a może kiedyś również Holandii (1,33 biliona dolarów) czy Turcji (1,4 biliona dolarów). Choć oczywiście nie będzie to łatwe i pewne. - Wiele motorów rozwoju Polski wyczerpuje się na naszych oczach - przyznaje wicedyrektor PIE. Jego zdaniem kluczowa jest tu kwestia kryzysu demograficznego w Polsce, w efekcie czego liczba osób na rynku pracy tylko w ciągu najbliższej dekady skurczy się o 2 miliony. Drugim z najpilniejszych wyzwań jest kwestia adaptacji nowych technologii w gospodarce, w tym robotyzacji, automatyzacji, wdrożenia sztucznej inteligencji w modele biznesowe, itp. Na razie pod tym względem wyglądamy słabo. Do tego trzeba dodać problem transformacji energetycznej, bez czego nie będziemy w stanie konkurować pod względem cen energii, co w Polsce idzie jak po grudzie. I nawet jeśli transformacja w końcu ruszy, efekty będą widoczne za co najmniej kilkanaście lat. Globalnym wyzwaniem są z kolei trendy odchodzenia od idei globalizacji i wolnego handlu (czego Polska była dużym beneficjentem) i rosnący protekcjonizm największych gospodarek.
Potencjał i wyzwania.
- Polska ma ogromny potencjał od dalszego rozwoju - ocenia główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Wskazuje, że kilka najbardziej rozwiniętych gospodarek, w tym USA, Francja, Włochy czy Japonia, boryka się z problemem długu, z którego przy fatalnej demografii, nie mogą „wyrosnąć”. Sposobem na wyjście z tej sytuacji jest tylko podnoszenie produktywności gospodarki, co może się udać w przypadku USA, które bardzo dużo inwestują w energetykę i w AI. - Na tym tle, mocną stroną naszej gospodarki jest bardzo niski poziom zadłużenia prywatnego i umiarkowany poziom zadłużenia publicznego. To daje nam dużą przestrzeń na dalszy rozwój, na podnoszenie innowacyjności i wydajności gospodarki. Ale chcąc wykorzystać tę szanse, potrzebna jest dobra polityka, nastawiona na pobudzenie podażowej strony gospodarki. - Trzeba stworzyć dobre warunki do inwestowania, wspierać rozwój najbardziej obiecujących sektorów, sprawić, by biznesowi „chciało się znowu chcieć”. Niestety, istnieje obawa, że skala konfliktu politycznego w Polsce jest tak wielka, że razem z zagrożeniami płynącymi z geopolityki, raczej wzmacnia to niechęć do inwestowania, a przeciętny polski przedsiębiorca zastanawia się, jak ulokować część swojego majtku na granicą.

Źródło: Gazeta Rzeczpospolita, 4 września 2025.


